Isn’t cool ? Santo

sklejka-santogold

O dziewczynie odzianej w centkowane getry, wytarty t-shirt i sneakersy na nogach, najpierw zrobiło się głośno na MySpace. Kilkoma wypuszczonymi do sieci utworami zachwyciły się tłumy internautów. Szybkimi łączami, z kontynentu na kontynent, pseudonim Santogold stawał się coraz bardziej rozpoznawalny. Znajomość z M.I.A. i Markiem Ronsonem też się przydała – o pyskatej i zadziornej Santi White zaczęto mówić jako o nowej nadziei muzycznej sceny. Wykreowanej nie przez fonograficzne koncerny i medialne przekupstwo, ale wybranej przez znudzony i wciąż oczekujący na jakieś dźwiękowe nowości lud. Santogold objawiła mu się jako artystka na miarę dzisiejszych, wymagających czasów – ostra jak brzytwa, a przy tym przebojowa.

Wydany kilka miesięcy po wybuchowej ep-ce „I Belive In Santogold” pełnowymiarowy album udowadnia, że internetowe szaleństwo pod hasłem „Santogold” nie było przesadzone. Santi rzeczywiście potrafi z jednej strony zadrapać punkowym pazurem, a z drugiej rozkołysać popową melodią. W swoich nagraniach żongluje brzmieniami, niczym wprawiony cyrkowiec – raz sięga po baile funk, raz po reggae i dub, innym zaś grime, albo rocka. Muzyczny miszmasz to efekt jej kolaboracji z młodymi-eksperymentującymi: Diplo i Spank Rockiem, a także takimi artystami jak Freq Nasty, Switch oraz Clifford Moonie Pusey (Steel Pulse). Dzięki nim, na jej płycie jest i gorąco, i tłusto. Jak na szalonej imprezie, z której nikt nie wychodzi o własnych siłach. W twórczości Santi można się doszukać krzyżówki M.I.A. z Karen O, czy nawet Lily Allen, ale nie dajcie się zwieść pozorom. Debiutancki album Santogold niesie ze sobą coś więcej – świeży głos ulicy, stanowiący wybuchowy podkład pod kolorową, zmieniającą się jak w kalejdoskopie rzeczywistość. Muzyka Santi jest równie barwna. Ona w tym roku rządzi.

http://www.myspace.com/santigold

http://www.santogold.net/