Let it ride… on surfing!

Aż tak dobrze to nie było… ale początki bywają różne, right!? Spełniło się jedno z marzeń. Wczesną wiosną na Fuerteventurze w szkole Rapa Nui pod okiem bawarczyka Floh, który na stałe już osiadł na wyspie surfowaliśmy… Nie jest to proste, ale to prawdziwa walka człowieka z żywiołem – falami, siła, naturą – piękne, jak nasz ukochany snowboard! Dzisiaj małe vademecum jak to się robi, a może jak wystartować. So, let it ride friends!

200220091158

Zaczynamy od pianki. Koniecznie długa, tak lepiej, w końcu w wodzie będziemy siedzieć blisko 5 godzin. 

200220091161

Do zatoczki schodzi się (ponad kilometr) stromym zejściem z deską pod pachą. Tutaj zaczynamy rozgrzewkę i stretching.

200220091168

Biegamy przez 10 minut, na przemian rozciągając się. W palącym śłońcu to nielada wysiłek, ale wszystko przed nami…

200220091174

Pełni zapału, optymistycznie patrząc na Ocean nie spodziewamy się co nas czeka…

Ale udaje nam się wyjść z opresji zwycięsko! 🙂

200220091185

Fuerta jest fajna. Do wszystkiego. Odpoczynku, zabawy, sportu. Wieje, ale czuje się, że żyje. To dobra. Jedna ze Szczęśliwych Wysp Kanaryjskich. Szkoła, w której próbowaliśmy surfingu – polecamy: http://www.rapanui-surfschool.com/uk/home-rapanui-surfschool-en.html

8655